msgbartop
Blog platformy wydawniczej BACKPEN|COM
msgbarbottom

05 kwi 11 40+ (2.)

(cz.2.)

Dlatego nie przejmujmy się szyderczymi uśmieszkami nieco młodszych koleżanek, zupełnie nie czujących jeszcze bluesa – poczują, poczują…, już niedługo, zapewniam …, nie przejmujmy się docinkami męża, on nigdy tego nie zrozumie, jest przedstawicielem gatunku, mającego upośledzoną percepcję niektórych kwestii i nic na to nie poradzimy, już nie raz to nam udowodnił, więc po co się w ogóle nad tym rozwodzić? Dzieci pomimo, że duże…, jeszcze są na pewne sprawy za młode, jak dojdą do naszego miejsca…, doznają oświecenia, ale to jeszcze musi trochę potrwać. A reszta? Jaka reszta? Rodzina…, sąsiedzi…, znajomi? No bez przesady…, a co oni wszyscy mają do naszego życia i jego stylu?? Każdy ma swój bigos, ugotowany na swój jedyny i niepowtarzalny sposób i niech każdy zajmie się jedzeniem swojego, o!

Nie patrzmy na nikogo, to nasze życie i my mamy go po swojemu przeżyć. Nie przejmujmy się dziwnym wzrokiem albo zapracowanego, albo niespełnionego zazwyczaj męża, róbmy swoje, bo to teraz jest nasz czas, później będzie za późno, zapewniam. To właśnie teraz jesteśmy w swojej najlepszej formie życiowej, intelektualnej i fizycznej (a jeśli nie, już wiemy co mamy robić!) , to teraz jest najlepszy czas na zaangażowanie się w pomysły, na jakie nie miałyśmy dotąd czasu po prostu. Każda z nas ma swoje hobby, czytanie, pisanie, malowanie, śpiewanie, sport, taniec, podróże, fotografowanie…, i to jest ten czas, by zacząć się w końcu realizować w tych dziedzinach.

Z bycia matką egzamin zdałyście, czas teraz spełniać się i odnaleźć siebie gdzie indziej…, tam gdzie zawsze chciałyście być, a nie miałyście na to czasu bądź odwagi. Wasze dzieci znają Was już jako Matkę, teraz niechaj poznają Was jako Człowieka. Teraz właśnie, po skończeniu tej osławionej już 40-ki, możemy sobie pozwolić na luksus, jakim jest wybór. Dokładnie tak. Możemy zdecydować co dalej robimy, jak żyjemy, co sprawi nam przyjemność, dokładnie tak jak przy wyborze perfum w perfumerii…, same decydujemy i wybieramy, bo przecież każda z nas ma swoje preferencje, prawda? Jedna z nas woli YSL, druga Givenchy… :)

I powiem Wam…, że jak tak teraz to piszę, uzmysłowiłam sobie, że to jakiś paradoks jest, bo wolność wyboru mamy przy wyborze perfum, a  przy wyborze stylu życia...??  Czy nie godzimy się niemo na to co jest nam narzucane? Na to co nasz facet uzna za lepsze, rozsądniejsze, logiczniejsze??  Hmm… I to trzeba zmienić. Koniecznie. I nie ma co się cykać, że jakieś zmiany trzeba będzie zastosować, może schudnąć…, może zmienić dietę, fryzurę, buty i torebkę…, ruszyć tyłek i pojechać sobie na weekend z … samą sobą! Tak, tak…, kiedy ostatni raz byłyście z samą sobą gdzieś?? Kiedy rozmyślałyście w spokoju niezmąconym marudzeniem i gderaniem? Czy bycie żoną pozbawia nas rozumu, woli i niezależności zdania, zmusza nas do ciągłego potakiwania i godzenia się z jedynie słuszną opcją, narzuconą przez naszego „wybranka”??? No bez przesady….. Oczywiście nasza postawa zostanie przyjęta jako ewidentny kryzys wywołany przekroczeniem magicznej liczby”40″, najpierw wzbudzi w Nim współczucie, później pobłażanie, ale kolejnym etapem będzie zniecierpliwienie, gderliwość, złośliwe docinki, torpedowanie pomysłów, itp.

Nie dajcie się wówczas zwieść czy zastraszyć…, żaden facet nie lubi i nie toleruje zmian, szczególnie takich, które niosą ze sobą nowy porządek (pod Jego dachem), a może nawet zdjęcie Jego osoby z piedestału latami budowanego…

I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa…, dotarło to do mnie jakiś czas temu…

PRZESTAŃCIE WRESZCIE MATKOWAĆ SWOJEMU FACETOWI / MĘŻOWI!!!

To nie jest Wasze dziecko! To obcy facet! Niańczenie się skończyło w przeddzień Waszych urodzin! Że co…., że sobie nie poradzi?? O losie…, to dorosły facet jest, inteligentny… podobno…, nie traktujcie go jak dziecko specjalnej troski na litość boską!

Jak to w końcu zrozumiecie, uzmysłowicie sobie ponownie, że jesteście odrębnym bytem, z własną wolną wolą, własnymi marzeniami, własnymi pragnieniami, własnymi poglądami i… Wasz mąż/facet nie może Wam niczego zabronić czy nakazać! No bez jaj! To nie jest Wasz ojciec…., to jedynie mąż!  Zastanówcie się, dlaczego potocznie mówimy o nim „partner”… co to znaczy w ogóle… ;)

Jak dojdziecie do tego etapu w myśleniu nad swoim małżeństwem…, jak to zrozumiecie i dojrzejecie do tych fundamentalnych zmian w myśleniu swoim… poczujecie ulgę. I powiem Wam szczerze, że to wspaniałe uczucie :)

Tego życzę wszystkim 40+…., potraktujcie ten moment w swoim życiu, jako pewien przełom, w myśleniu i nie tylko…

Czy próbuję Was zbuntować? Hmmm….. Myślę, że tak.

Bo teraz być kobietą w wieku 40+ jest jak najbardziej trendy. Wystarczy rozejrzeć się i dostrzec całą rzeszę kobiet aktywnych życiowo i zawodowo. Są uśmiechnięte, zadowolone, spełnione…, gdzie? które? Wystarczy włączyć Onet i poczytać o takich, włączyć tv i zacząć filmy inaczej oglądać, właśnie takie kobiety spełnione tam dostrzegając. Zacznijmy zmieniać nasze życie, począwszy od swojego myślenia i postrzegania naszej roli w małżeństwie. Jeśli nie chcemy być skrzywionymi, zasuszonymi staruszkami kiedyś…

A faceci…?

Facetów jest jeszcze tak dużo na tym świecie, że w tym pokoleniu nie musimy się martwić ich niedoborem. Jedni to zrozumieją i przywykną do „nowych nas”, a inni…, no cóż…

Zupełnie inną sprawą jest spotkanie takiego, który nie będzie nas chciał stłamsić i założyć wór z kamieniami na szyję, tylko będzie motywował do działania i wspierał w naszych postanowieniach, który okaże się rozumnym Partnerem, równie spełnionym, a przede wszystkim dorosłym i dojrzałym Mężczyzną, a nie mazepą i rozpuszczonym chłopczykiem w krótkich spodenkach, wymagającym niańki!

Powodzenia więc życzę wszystkim Wam….

Dumnie noście swój wiek 40+………Ciężko na niego zapracowałyście!    A Hey…. ku przestrodze…..


hotice :)

04 kwi 11 40+ (1.)

Agencja BE&W

 

Jak Wam się podoba ta laska w wieku 43 lat, o nienagannej figurze 20 latki?  :)

Bo dzisiaj właśnie o tym…

Czy kobieta 40+ to już starość…, co to za wiek specyficzny, czy to jakaś symboliczna jest granica?

Jak traktować siebie w tym wieku, a czego wymagają od nas „inni” po przekroczeniu tej magicznej liczby?

Czyli reasumując -  Co znaczy dla nas wiek 40+?

No ok., myślę, że wystarczy już tego patrzenia na piękną figurę pani aktorki…, fota spełniła swoją rolę mam nadzieję, jednych ukoiła, drugich rozsierdziła… i dobrze…, tak miało być.

Że odessana? Że wymasowana? Że wydrenowana? Że wytrenowana?? Hmm… Ja stawiałabym na to ostatnie i ewentualnie to drugie…, a nawet gdyby to pierwsze i reszta okazało się prawdą to… co z tego??? No co??? W końcu po to wymyślili kosmetykę estetyczną, żeby z niej korzystać i cieszyć się efektami, tak? NO.

A uwierzcie mi, nie ma nic przyjemniejszego jak mieć lat 40 i mieć figurę 20-latki, wzbudzającą zazdrość rówieśnic, a nawet i małolat, już nie wspomnę o permanentnym uczuciu zaskoczenia i podziwu, rysującym się na twarzach wielu młodzian ;)

Możliwe, że kolejnym tematem wkładam kij w mrowisko, możliwe…, ale szczerze mówiąc, to właśnie o to mi chodziło.  Abyśmy się zastanowiły chwilę, czy nasz wiek, jak go nazwałam , „wiek środka”, nie jest właśnie tym wiekiem, gdzie można zrobić najwięcej, najlepiej, najszybciej i… najsensowniej :)

Bo do tej symbolicznej 40-ki, żyłyśmy z rozpędu. Miałyśmy wyuczony zawód, zdobytą w czasach komunizmu, w niewielkim trudach, pracę (przynajmniej tą pierwszą, a często jedyną), męża u boku często też z mianowania, a nie zdobycznego. No chyba, że spojrzeć na to w ten sposób, że ożenek nasz był nie lada przedsięwzięciem logistycznym dla naszych rodziców w tamtych czasach, więc właściwie, to można potraktować tego męża jako zdobycz nie lada…, taa….. :D

Po drodze, naturalną koleją, pojawiały się dzieci, pierwsze – traktowane jak ósmy cud świata…, drugie – traktowane bardziej po ludzku i mniej po wariacku…, niekiedy i trzecie – te z kolei najmocniej rozpieszczane, bo przecież … nie planowane często gęsto ;)

No więc… dzieciarnia…, dom…, zakupy, szkoła, przedszkole, świetlica, sprzątanie, pies…, wywiadówka, remonty, rodzinna wigilia czyli lepienie uszek…, szkolne bale karnawałowe, więc… szukanie kreacji, a nie rzadko ich szycie, mycie okien…, ospy wietrzne, zapalenia ucha…, nie wspomnę już o anginach, bo to wręcz trywialne. Trzepanie dywanów, pilnowanie terminów spłat rat, szczepień a i terminów przeglądów technicznych w samochodzie nie rzadko…, zapełnianie lodówki cykliczne i rytmiczne, by któregoś wieczoru nie usłyszeć: Mamo, lodówka jest pusta!

I tak codziennie i niezmiennie…, lata całe wciąż takie same…, jedynym wytchnieniem od tego zamętu zwanego życiem był….URLOP. Brzmi nieźle, ale jak to wyglądało w praktyce? Troszkę mniej obowiązków, w troszkę krótszym czasie, przeniesione w zdecydowanie mniejszy metraż, ale za to w innych okolicznościach przyrody ;)

I tak dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok po roku…, grałyśmy rolę, w jakiej obsadziło nas życie. Na narzekanie i lamenty nie było czasu, a poza tym, co tu było lamentować, skoro każda z nas miała tak samo?? Hmm…

A czy zdarzyło się Wam spojrzeć, zupełnie przypadkowo oczywiście, w lustro i stwierdzić, że doczekałyście momentu, kiedy osoba, którą widzicie tam po drugiej stronie, przypomina Wam bardziej Waszą matkę, ciotkę, a nie Was samych??? No właśnie…  A teksty typu „Daj spokój, co się przejmujesz…, jak na dwoje dzieci, to i tak dobrze wyglądasz”… – hmm…, czy to miało nas pocieszyć czy dobić???  Ja usłyszałam właśnie coś takiego i zaczęłam się zastanawiać. Ale do zmian potrzebowałam czasu…

Dopiero kiedy nagle, zupełnie niespodziewanie i nader szybko, nadeszły kolejne urodziny, niby nic wielkiego, przecież co roku są tego samego dnia…, zaczęłam się zastanawiać mocniej. Bo to nie były kolejne 35., nie były to 38. … , również nie 39. …., to były już 40.!!!!

I kiedy się tak zastanowić i spojrzeć na dzieci, na staż małżeński, na to co wokół i na dorobek nasz osobisty, dojdziemy do wniosku, że to już pora najwyższa, żeby zająć się sobą, bo chyba gdzieś w pogoni codziennej, zapomniałyśmy o osobie, która jest dla nas najważniejsza – o sobie.

(cd w kolejnym poście)


hotice :)