msgbartop
Blog platformy wydawniczej BACKPEN|COM
msgbarbottom

15 kwi 11 Silni czyli słabi…?

Dzisiaj będzie tendencyjnie…, albowiem wracam z moim ulubionym tematem, nie trudno zgadnąć jakim…, tytuł coś już Wam sugeruje?

No oczywiście…, dokładnie tak… faceci oczywista…, czy dzisiejsi nasi panowie nie są nazbyt zafiksowani i zakręceni na punkcie swoim, swojej pracy, swojego hobby, swojego świata, swoich potrzeb, swojego ego?? Hmm…

Po co zawracać sobie nimi głowę, pomyśli może nie jedna z Was…, no i macie rację…, po co?

Szkoda czasu i energii, przecież to temat zupełnie nierozwojowy, bo i oni są tacy…, nie rokują żadnych szans na poprawę. A  poprawiać byłoby  co, oj byłoby…….

Ale chwila, zastanówmy się tak w ogóle, po co poprawiać, skoro za chwilę i tak to co poprawiłyśmy wróci do swojego pierwotnego stanu?? Zupełnie tak jak uparty i nie dający się ujarzmić, kogut na głowie, sterczy buńczuczno w swoim tylko wiadomym i słusznym kierunku. I ile byśmy nie chciały go przylizać, przygłaskać, zaczesać, na sucho czy na mokro, on wciąż powstaje, jakby w opozycji do reszty gładkich, zaczesanych włosów. Znacie to prawda? :D

Tak obserwuję od lat…, mam przecież facetów wokół siebie wciąż nieustannie, nieprzerwanie od wieeelu lat, bo to bracia dwaj…, później chłopak…, narzeczony…, mąż w końcu…, ale i syn też! Po wielu latach, jako dorosła już osoba, z pewnym doświadczeniem życiowym, zaczęłam w myślach wspominać mojego ojca i dziadka…, no już nie wspomnę o sąsiadach, kumplach klasowych i nie tylko, znajomych także.

No powiem szczerze, że każdy z nich jest taki niedoskonały,  nacechowany jakimiś takimi „wadami ukrytymi”, które są ewidentnie powodem do reklamacji (KC), tylko do kogo!?? No właśnie…, do kogo???

Wszystko można poprawić, naprawić, podmalować, podkręcić, na nowo wykalibrować, przesmarować, odświeżyć, tylko faceta nie można poprawić, by lepiej funkcjonował, no! :(

A przecież wiadomo, każdy ma wady, nikt nie jest doskonały, ale… tylko ONI są tak oporni na jakieś wskazówki, słowa krytyki konstruktywnej…, tak mocno wpatrzeni w swój geniusz, w swoją nieomylność i jedynie słuszną rację…

No naprawdę…, zupełnie nie wiem skąd to się w nich bierze? To zapatrzenie w siebie, ten egocentryzm i megalomania…, jakiś taki kompleks wielkości swojej ;)

No i to założenie przyjęte z góry, że kobieta to w ogóle się nie zna, nie ma pojęcia o niczym, a tak w ogóle, to z kobietami nie warto gadać nawet, bo co tam one wiedzą… :(

Znacie to może z autopsji??? Czysty krystalicznej postaci szowinizm tak jakby…, czy może mnie się już wydaje…?

Taa…

„…I dziękuję Ci Panie Boże, że stworzyłeś mnie Kobietą i dałeś mi również córkę…” :)


 

hotice :)

 

05 kwi 11 40+ (2.)

(cz.2.)

Dlatego nie przejmujmy się szyderczymi uśmieszkami nieco młodszych koleżanek, zupełnie nie czujących jeszcze bluesa – poczują, poczują…, już niedługo, zapewniam …, nie przejmujmy się docinkami męża, on nigdy tego nie zrozumie, jest przedstawicielem gatunku, mającego upośledzoną percepcję niektórych kwestii i nic na to nie poradzimy, już nie raz to nam udowodnił, więc po co się w ogóle nad tym rozwodzić? Dzieci pomimo, że duże…, jeszcze są na pewne sprawy za młode, jak dojdą do naszego miejsca…, doznają oświecenia, ale to jeszcze musi trochę potrwać. A reszta? Jaka reszta? Rodzina…, sąsiedzi…, znajomi? No bez przesady…, a co oni wszyscy mają do naszego życia i jego stylu?? Każdy ma swój bigos, ugotowany na swój jedyny i niepowtarzalny sposób i niech każdy zajmie się jedzeniem swojego, o!

Nie patrzmy na nikogo, to nasze życie i my mamy go po swojemu przeżyć. Nie przejmujmy się dziwnym wzrokiem albo zapracowanego, albo niespełnionego zazwyczaj męża, róbmy swoje, bo to teraz jest nasz czas, później będzie za późno, zapewniam. To właśnie teraz jesteśmy w swojej najlepszej formie życiowej, intelektualnej i fizycznej (a jeśli nie, już wiemy co mamy robić!) , to teraz jest najlepszy czas na zaangażowanie się w pomysły, na jakie nie miałyśmy dotąd czasu po prostu. Każda z nas ma swoje hobby, czytanie, pisanie, malowanie, śpiewanie, sport, taniec, podróże, fotografowanie…, i to jest ten czas, by zacząć się w końcu realizować w tych dziedzinach.

Z bycia matką egzamin zdałyście, czas teraz spełniać się i odnaleźć siebie gdzie indziej…, tam gdzie zawsze chciałyście być, a nie miałyście na to czasu bądź odwagi. Wasze dzieci znają Was już jako Matkę, teraz niechaj poznają Was jako Człowieka. Teraz właśnie, po skończeniu tej osławionej już 40-ki, możemy sobie pozwolić na luksus, jakim jest wybór. Dokładnie tak. Możemy zdecydować co dalej robimy, jak żyjemy, co sprawi nam przyjemność, dokładnie tak jak przy wyborze perfum w perfumerii…, same decydujemy i wybieramy, bo przecież każda z nas ma swoje preferencje, prawda? Jedna z nas woli YSL, druga Givenchy… :)

I powiem Wam…, że jak tak teraz to piszę, uzmysłowiłam sobie, że to jakiś paradoks jest, bo wolność wyboru mamy przy wyborze perfum, a  przy wyborze stylu życia...??  Czy nie godzimy się niemo na to co jest nam narzucane? Na to co nasz facet uzna za lepsze, rozsądniejsze, logiczniejsze??  Hmm… I to trzeba zmienić. Koniecznie. I nie ma co się cykać, że jakieś zmiany trzeba będzie zastosować, może schudnąć…, może zmienić dietę, fryzurę, buty i torebkę…, ruszyć tyłek i pojechać sobie na weekend z … samą sobą! Tak, tak…, kiedy ostatni raz byłyście z samą sobą gdzieś?? Kiedy rozmyślałyście w spokoju niezmąconym marudzeniem i gderaniem? Czy bycie żoną pozbawia nas rozumu, woli i niezależności zdania, zmusza nas do ciągłego potakiwania i godzenia się z jedynie słuszną opcją, narzuconą przez naszego „wybranka”??? No bez przesady….. Oczywiście nasza postawa zostanie przyjęta jako ewidentny kryzys wywołany przekroczeniem magicznej liczby”40″, najpierw wzbudzi w Nim współczucie, później pobłażanie, ale kolejnym etapem będzie zniecierpliwienie, gderliwość, złośliwe docinki, torpedowanie pomysłów, itp.

Nie dajcie się wówczas zwieść czy zastraszyć…, żaden facet nie lubi i nie toleruje zmian, szczególnie takich, które niosą ze sobą nowy porządek (pod Jego dachem), a może nawet zdjęcie Jego osoby z piedestału latami budowanego…

I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa…, dotarło to do mnie jakiś czas temu…

PRZESTAŃCIE WRESZCIE MATKOWAĆ SWOJEMU FACETOWI / MĘŻOWI!!!

To nie jest Wasze dziecko! To obcy facet! Niańczenie się skończyło w przeddzień Waszych urodzin! Że co…., że sobie nie poradzi?? O losie…, to dorosły facet jest, inteligentny… podobno…, nie traktujcie go jak dziecko specjalnej troski na litość boską!

Jak to w końcu zrozumiecie, uzmysłowicie sobie ponownie, że jesteście odrębnym bytem, z własną wolną wolą, własnymi marzeniami, własnymi pragnieniami, własnymi poglądami i… Wasz mąż/facet nie może Wam niczego zabronić czy nakazać! No bez jaj! To nie jest Wasz ojciec…., to jedynie mąż!  Zastanówcie się, dlaczego potocznie mówimy o nim „partner”… co to znaczy w ogóle… ;)

Jak dojdziecie do tego etapu w myśleniu nad swoim małżeństwem…, jak to zrozumiecie i dojrzejecie do tych fundamentalnych zmian w myśleniu swoim… poczujecie ulgę. I powiem Wam szczerze, że to wspaniałe uczucie :)

Tego życzę wszystkim 40+…., potraktujcie ten moment w swoim życiu, jako pewien przełom, w myśleniu i nie tylko…

Czy próbuję Was zbuntować? Hmmm….. Myślę, że tak.

Bo teraz być kobietą w wieku 40+ jest jak najbardziej trendy. Wystarczy rozejrzeć się i dostrzec całą rzeszę kobiet aktywnych życiowo i zawodowo. Są uśmiechnięte, zadowolone, spełnione…, gdzie? które? Wystarczy włączyć Onet i poczytać o takich, włączyć tv i zacząć filmy inaczej oglądać, właśnie takie kobiety spełnione tam dostrzegając. Zacznijmy zmieniać nasze życie, począwszy od swojego myślenia i postrzegania naszej roli w małżeństwie. Jeśli nie chcemy być skrzywionymi, zasuszonymi staruszkami kiedyś…

A faceci…?

Facetów jest jeszcze tak dużo na tym świecie, że w tym pokoleniu nie musimy się martwić ich niedoborem. Jedni to zrozumieją i przywykną do „nowych nas”, a inni…, no cóż…

Zupełnie inną sprawą jest spotkanie takiego, który nie będzie nas chciał stłamsić i założyć wór z kamieniami na szyję, tylko będzie motywował do działania i wspierał w naszych postanowieniach, który okaże się rozumnym Partnerem, równie spełnionym, a przede wszystkim dorosłym i dojrzałym Mężczyzną, a nie mazepą i rozpuszczonym chłopczykiem w krótkich spodenkach, wymagającym niańki!

Powodzenia więc życzę wszystkim Wam….

Dumnie noście swój wiek 40+………Ciężko na niego zapracowałyście!    A Hey…. ku przestrodze…..


hotice :)

04 kwi 11 40+ (1.)

Agencja BE&W

 

Jak Wam się podoba ta laska w wieku 43 lat, o nienagannej figurze 20 latki?  :)

Bo dzisiaj właśnie o tym…

Czy kobieta 40+ to już starość…, co to za wiek specyficzny, czy to jakaś symboliczna jest granica?

Jak traktować siebie w tym wieku, a czego wymagają od nas „inni” po przekroczeniu tej magicznej liczby?

Czyli reasumując -  Co znaczy dla nas wiek 40+?

No ok., myślę, że wystarczy już tego patrzenia na piękną figurę pani aktorki…, fota spełniła swoją rolę mam nadzieję, jednych ukoiła, drugich rozsierdziła… i dobrze…, tak miało być.

Że odessana? Że wymasowana? Że wydrenowana? Że wytrenowana?? Hmm… Ja stawiałabym na to ostatnie i ewentualnie to drugie…, a nawet gdyby to pierwsze i reszta okazało się prawdą to… co z tego??? No co??? W końcu po to wymyślili kosmetykę estetyczną, żeby z niej korzystać i cieszyć się efektami, tak? NO.

A uwierzcie mi, nie ma nic przyjemniejszego jak mieć lat 40 i mieć figurę 20-latki, wzbudzającą zazdrość rówieśnic, a nawet i małolat, już nie wspomnę o permanentnym uczuciu zaskoczenia i podziwu, rysującym się na twarzach wielu młodzian ;)

Możliwe, że kolejnym tematem wkładam kij w mrowisko, możliwe…, ale szczerze mówiąc, to właśnie o to mi chodziło.  Abyśmy się zastanowiły chwilę, czy nasz wiek, jak go nazwałam , „wiek środka”, nie jest właśnie tym wiekiem, gdzie można zrobić najwięcej, najlepiej, najszybciej i… najsensowniej :)

Bo do tej symbolicznej 40-ki, żyłyśmy z rozpędu. Miałyśmy wyuczony zawód, zdobytą w czasach komunizmu, w niewielkim trudach, pracę (przynajmniej tą pierwszą, a często jedyną), męża u boku często też z mianowania, a nie zdobycznego. No chyba, że spojrzeć na to w ten sposób, że ożenek nasz był nie lada przedsięwzięciem logistycznym dla naszych rodziców w tamtych czasach, więc właściwie, to można potraktować tego męża jako zdobycz nie lada…, taa….. :D

Po drodze, naturalną koleją, pojawiały się dzieci, pierwsze – traktowane jak ósmy cud świata…, drugie – traktowane bardziej po ludzku i mniej po wariacku…, niekiedy i trzecie – te z kolei najmocniej rozpieszczane, bo przecież … nie planowane często gęsto ;)

No więc… dzieciarnia…, dom…, zakupy, szkoła, przedszkole, świetlica, sprzątanie, pies…, wywiadówka, remonty, rodzinna wigilia czyli lepienie uszek…, szkolne bale karnawałowe, więc… szukanie kreacji, a nie rzadko ich szycie, mycie okien…, ospy wietrzne, zapalenia ucha…, nie wspomnę już o anginach, bo to wręcz trywialne. Trzepanie dywanów, pilnowanie terminów spłat rat, szczepień a i terminów przeglądów technicznych w samochodzie nie rzadko…, zapełnianie lodówki cykliczne i rytmiczne, by któregoś wieczoru nie usłyszeć: Mamo, lodówka jest pusta!

I tak codziennie i niezmiennie…, lata całe wciąż takie same…, jedynym wytchnieniem od tego zamętu zwanego życiem był….URLOP. Brzmi nieźle, ale jak to wyglądało w praktyce? Troszkę mniej obowiązków, w troszkę krótszym czasie, przeniesione w zdecydowanie mniejszy metraż, ale za to w innych okolicznościach przyrody ;)

I tak dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok po roku…, grałyśmy rolę, w jakiej obsadziło nas życie. Na narzekanie i lamenty nie było czasu, a poza tym, co tu było lamentować, skoro każda z nas miała tak samo?? Hmm…

A czy zdarzyło się Wam spojrzeć, zupełnie przypadkowo oczywiście, w lustro i stwierdzić, że doczekałyście momentu, kiedy osoba, którą widzicie tam po drugiej stronie, przypomina Wam bardziej Waszą matkę, ciotkę, a nie Was samych??? No właśnie…  A teksty typu „Daj spokój, co się przejmujesz…, jak na dwoje dzieci, to i tak dobrze wyglądasz”… – hmm…, czy to miało nas pocieszyć czy dobić???  Ja usłyszałam właśnie coś takiego i zaczęłam się zastanawiać. Ale do zmian potrzebowałam czasu…

Dopiero kiedy nagle, zupełnie niespodziewanie i nader szybko, nadeszły kolejne urodziny, niby nic wielkiego, przecież co roku są tego samego dnia…, zaczęłam się zastanawiać mocniej. Bo to nie były kolejne 35., nie były to 38. … , również nie 39. …., to były już 40.!!!!

I kiedy się tak zastanowić i spojrzeć na dzieci, na staż małżeński, na to co wokół i na dorobek nasz osobisty, dojdziemy do wniosku, że to już pora najwyższa, żeby zająć się sobą, bo chyba gdzieś w pogoni codziennej, zapomniałyśmy o osobie, która jest dla nas najważniejsza – o sobie.

(cd w kolejnym poście)


hotice :)

25 mar 11 Ideał Faceta

Tytuł choć oklepany, to jednak wydaje mi się przesycony utopią. Ale czy jedno wyklucza drugie? No chyba nie…

Zastanawiałyście się z pewnością, nie raz, nie dwa…., ba… nawet nie trzy…, jaki jest Wasz ideał faceta?

Hmm… to takie oczywiste…, wysoki, przystojny, brunet o śniadej  lub blondyn o brzoskwiniowej cerze, z gęstymi włosami, dużymi oczami i długimi rzęsami, pięknej sylwetce i nie mniej estetycznej muskulaturze…, szczupłych biodrach, za to szerokich barach…, miły, zabawny, uśmiechnięty, szczery, romantyczny, troskliwy, czarujący, uczuciowy, o zniewalającym głosie…, taa… a w ogóle to taki, żeby powalił wszystkie nasze koleżanki z nóg!

No…, takie przeciętne oczekiwania nastolatki.

A realia wyglądają tak, że do takich wzdychamy potajemnie, a mamy u boku, a dokładniej mówiąc, to nawet nie u boku, tylko z tyłu się pałętającego, niezbyt doskonałego rówieśnika, o mniej lub bardziej pryszczatej twarzy :(

Kiedy mija 10 lat i wciąż jeszcze mamy wspaniale napiętą skórę, nasz ideał się zmienia…, wchodzą w grę jeszcze inne aspekty i atrybuty, o tak!  :D

Kiedy mija kolejne 10 lat, jakoś bardziej zdecydowanie zwracamy uwagę na cechy charakteru, no i przede wszystkim na coś, co nie często udaje się znaleźć u faceta, na inteligencję i umiejętność jej wykorzystywania. Boskie ciało jakoś tak schodzi na plan dalszy, bo… mając 30  lat, o czym można rozmawiać z ciachem o małym rozumku?? Dostrzegamy wówczas, że świat podzielony jest na tych pięknych, modelowych, z którymi rozmowa byłaby ewidentną stratą czasu… i na tych, których najbardziej sexownym, podniecającym i intrygującym narządem jest … ich mózg :)

Kiedy przybywa nam kolejne 10 lat,  widzimy jak bardzo czas jest nieubłagany dla naszych rówieśników, np. pozbawia ich owłosienia i to zdecydowanie nie tam gdzie depilujemy się my…, wyposaża ich w nadbagaż, szczególnie z przodu, gdzie potocznie facet nazywa to oponką lub „mięśniem piwnym”, a my widzimy, że to, co kiedyś było płaskim fajnym umięśnionym brzuszkiem, jest teraz przelewającą się zza paska od spodni masą, ograniczoną skórą :(

W takich momentach zauważamy, że oprócz rówieśników i facetów starszych od nas, ale … nie dołujmy się teraz staruchami, bez przesady…, po ziemi chodzą jeszcze (dzięki Ci Boże!) faceci młodsi od nas! I to jest nie lada odkrycie…, bo jak do tej pory, małolactwo nas nie interesowało przecież ;)

Żeby było to wszystko jeszcze bardziej dziwne…, ci młodsi nie odwracają się na nasz widok, wręcz przeciwnie! A jakże! Miłe to, oj miłe, ale w krótkich przejawach zdrowego rozsądku zastanawiamy się nad tym zjawiskiem ;)

Później… jest różnie…, bo matka natura jest niestety nieubłagana i jakoś szybciej nas marszczy i obnaża nasz wiek, jakby chciała przypomnieć, że nasz czas minął i… czas zacząć gustować w facetach nie przypominających naszych synów, na Boga!

Niektóre z nas mają farta i jakoś się trzymają, ale walka z naturą matką wcale nie jest lekka i wyrównana. Czasami ona nas, czasami to my ją oszukujemy, choć niestety na krótko :(

Kiedy więc już jesteśmy takie doświadczone ( i tutaj mała uwaga…, KOBIETO, żebyś kiedyś była uważana za doświadczoną życiowo, zacznij doświadczać póki czas i siły! nigdy nie jest za wcześnie…, ale za to może być zawsze za późno), nareszcie wiemy o co biega w tym „Ideale Faceta”. W końcu dociera do nas, że takie zjawisko nie istnieje, że to wytwór jedynie naszej niezrównoważonej hormonalnie = emocjonalnie natury i wyobraźni!  Że wyrażenie „Ideał Faceta” to anachronizm, którego nie powinnyśmy nadużywać i co gorsza przekazywać jak jakiś zabobon następnym pokoleniom kobiet.

Bo jak się tak mocniej zagłębić (miłe słowo…) w problematykę tematu i zadać sobie pytanie po co nam ten Ideał z takim mozołem poszukiwany, jakoś nie odnajdujemy jasnej, klarownej i przede wszystkim merytorycznej odpowiedzi.

Przyjmijmy może, że to nieco bardziej ułomny od nas gatunek człowieka (co ukazuje poniższy film) i od razu będzie nam łatwiej na te wszystkie jego ułomności i niedoskonałości spojrzeć. No cóż… i pomyśleć, że ktoś taki mógł kiedyś zaintrygować i zająć nasze myśli na tyle, że zgodziłyśmy się tworzyć z nim związek!!

O losie!! :|

hotice :)

19 mar 11 Wiosenne ideały

Już za chwileczkę, już za momencik…i  znowu opcja pt.”ciepło” będzie nam towarzyszyła codziennie i niezmiennie.  Idzie wiosna…  Słoneczne ciepełko, zacznie muskać nasze twarze tak bardzo spragnione i wygłodniałe, wymarznięte i wychłodzone zimowymi wiatrami ciała, które instynktownie zaczną się rozkurczać i rozwijać  w cieple jak pąki kwiatów.

Czas najwyższy zerknąć w lustro, wskoczyć do szafy, przekopać zawartość…, zacząć wciągać brzuch i wbijać się w zeszłoroczne jeansy. I oby tylko efekt nas nie rozczarował, bo znowu na ulice wypełzną drażniące nasze oko super laski, najczęściej małoletnie, ale i te z lekka podrasowane też…

Kolejny sezon wiosna/lato, będą błyszczeć w słonecznym świetle, idealnie gładkie, wydepilowane łydki, długie po samą szyję idealnie zgrabne nogi, idealnie płaskie brzuchy, idealne jędrne pośladki…, same ideały, które jednych będą motywować do działania, innych z kolei drażnić do żywego.

Same decydujemy do której grupy dołączymy, czy do grupy niezbyt idealnych frustratek, którym wiosenne ideały już jedynie przeszkadzają, czy do grupy tych, które wiosenne ideały inspirują, by zadbać na wiosnę o swoje ciała i po raz kolejny obudzić je z zimowego snu.

Może pomyślicie, że to niezbyt wzruszający Was bełkot, ale… niby co mam napisać, żeby zmotywować kilka z Was, by rozstać się przynajmniej na jakiś czas z nadprogramowymi kilogramami?? Każdą z nas motywuje co innego, ale z pewnością każda chciałaby wyglądać atrakcyjnie, młodo, zdrowo i ponętnie i to w każdym wieku.

I co z tym zrobimy?? Hmm…, to może na początek mniej cukru, chleba, buł, a więcej warzyw, ryb i wody mineralnej? No i ruchu oczywiście…, by ciało czuło się prężne i zwinne? Co Wy na to? Bo ja jestem za.

I uwierzcie…, każda z nas może być szczupła, zgrabna i mieć zadbaną sylwetkę. Kwestia determinacji, motywacji i wytrwałości. Jedynie tyle. I czy wówczas wciąż będą nas drażnić wiosenne ideały?

hotice :)