msgbartop
Blog platformy wydawniczej BACKPEN|COM
msgbarbottom

24 gru 11 Świąteczny czas…

24 grudzień – Wigilia… magiczne słowo, tak wiele znaczące dla każdego z nas…

Wczoraj było wczoraj, dzisiaj jest jest już inaczej… cieplej, radośniej, serdeczniej, bardziej rodzinnie. W ten dzień się staramy – widać to gołym okiem, jesteśmy jakby bardziej uprzejmi, wyrozumiali, grzeczniejsi, spokojniejsi, jakbyśmy wiedzieli, że Wigilia jest dniem podsumowania i nowego rozdania. Chowamy w niepamięć urazy, smutki i przykrości, dajemy szansę sobie i innym…, życzymy wszystkiego najlepszego rodzinie, przyjaciołom, bliskim i dalszym znajomym, dzielimy się opłatkiem, na znak pokoju i dobrych intencji…

Ja też dam sobie szansę bycia lepszą dzisiaj, no bo skoro nie dzisiaj, to kiedy? Cierpliwie przyjmę serdeczne życzenia od dość licznej rodziny i oczywiście je odwzajemnię, a jakże… . Z biegiem lat mam coraz większą świadomość przemijania, wszystko jest takie ulotne, chwile tak szybko mijają. Te co za nami, są już za nami, ale te co przed…, zadbajmy o nie, przeżyjmy je pięknie, dajmy je sobie zapamiętać jak najpiękniej, miejmy świadomość wyjątkowości chwil i tych świątecznych, i tych codziennych, powszednich, wypełniających nasze życie aż po brzegi.

Dlatego życzę Wam wszystkim wspaniałych chwil w trakcie wieczerzy wigilijnej, a także w Święta Bożego Narodzenia – uśmiechu, radości, spokoju, serdeczności, przyjaznych gestów i miłości – bo one są pokarmem dla naszej skołatanej duszy.

hotice :)

 

06 gru 11 Mikołajki i ich geneza

Mikołajki  – święto obchodzone 6 grudnia na cześć świętego Mikołaja biskupa Miry.
6 grudnia obdarowuje się dzieci prezentami, często w nocy z 5go na 6go podkłada się prezenty pod poduszkę lub umieszcza się je w wełnianej, dużej skarpecie. Święto Mikołaja znane jest na całym świecie pod nazwami : Santa Clause (USA), Babbo Natale (Włochy), Heilige Nicolaus (Niemcy), Mikulas (Czechy), Julemanden (Dania) .

Święty Mikołaj
Święty Mikołaj urodził się w Licji w Azji Mniejszej około roku 280. Już za młodu odznaczał się pobożnością toteż brat matki Mikołaja biskup Patary wyświęcił go na prezbitra. Rodzice Mikołaja zmarli ok. roku 300 podczas zarazy, która w tym czasie nawiedziła Licje. Otrzymany spadek Mikołaj przeznaczył na pomoc biednym i potrzebującym. Jak głosi legenda dary podsuwał anonimowo stąd pochodzi tradycja podkładania prezentów pod poduszkę.
Mimo wyświęcenia na biskupa Miry pozostał człowiekiem niezwykle skromnym wszystkie posiadane dobra rozdawał biednym. Zmarł 6 grudnia około roku 345.

I teraz niespodzianka…
Postać i legenda świętego Mikołaja przedstawianego jako grubasek w czerwonym kożuchu z długą białą brodą w saniach zaprzęgniętych w renifery powstała prawdopodobnie w latach 20tych naszego wieku na zlecenie koncernu Coca-Cola.

Hmm… wypadało by powiedzieć: Dziękujemy Ci Ameryko za wizerunek Mikołaja znany od lat :)

Kim dla nas jest dzisiaj Mikołaj? Co oznacza dla nas ten dzień? Czy lubimy obdarowywać się w jego imieniu drobnymi prezentami i czy kultywujemy tą tradycję, ucząc jej nasze dzieci?  Mój syn wychowywany w przekonaniu i wiedzy, że Mikołaj istnieje, aż do 14 roku życia przeżywał ten dzień dość mocno i fakt, że Mikołaj zareaguje w konkretny sposób na jego listę około 7-10 prezentów, z dokładnym rozpisaniem sklepów, gdzie można zabawki nabyć, by ich nie szukać i czasu nie tracić ;) Było to tak rozbrajające…, bo dziecko poświęcało na ten cel kilka wieczorów i dopracowywało swój list bardzo, bardzo starannie. Jak można się spodziewać, odpowiedzi Mikołaja w postaci listu (postanowiliśmy rozegrać to za pomocą korespondencji z Mikołajem) były nie mniej staranne, zapisywane na specjalnych papierach, specjalną czcionką i równie specjalnym pisakiem – takim prosto z Laponii :)


Wiele trudu mnie to kosztowało, ale zaowocowało to absolutnym przekonaniem, że Mikołaj istnieje i roznosi prezenty, że trzeba być grzecznym bo inaczej to rózga, aż do 14 roku życia tak było. Później syn coś zaczął podejrzewać, już mu koledzy „rozjaśnili” w głowie ;)

Teraz… po kilkunastu latach od tych wydarzeń, historia rodzi się na nowo, w Mikołaja zaczyna wierzyć moja córka i myślę, że może być nieco ciężej, nawet z takiej przyczyny, że nie tylko ja jestem jedynym dostarczycielem „prawdy” o Mikołaju. Wystarczy włączyć komputer… . No zobaczymy… . Jak na razie jest dobrze. Magia Mikołaja zaczyna ponownie żyć w moim domu. Słyszałam to i widziałam już dzisiaj rano :)

hotice :)

01 lis 11 Dopóki żyją…

1 listopada… dzień Wszystkich Świętych…

Pierwszy raz zetknęłam się ze śmiercią kiedy miałam 10, może 11 lat – zmarła w tragicznych okolicznościach moja babcia, mama mojego taty. Przysnęła i już się nie obudziła, nie pozwolił jej czad. Gdyby nie to, że wokół mieszkania babci kręciła się Milicja, byłoby to dla mnie oczywiste, w końcu miała już swoje lata. Do świadomości dziecka jakim wówczas byłam, docierało jednak to, że babcia już nie przyjdzie do nas w tiulowej chustce na włosach i nie wyjdzie z moim najmłodszym bratem na spacer… 

Mijały lata…, w rodzinie pojawiali się nowi jej członkowie, rodziły się dzieci…, śmierć cierpliwa i łaskawa…, omijała moją rodzinę i rodziny moich przyjaciół.

Kiedy skończyłam liceum i wyjechałam w świat na nauki, dotarła do mnie tragiczna wiadomość o śmierci mojego przyjaciela z dzieciństwa, kumpla z podwórka, z tej samej klatki bloku w jakim mieszkałam, z tej samej klasy w SP… – Pawła… . Było to tak irracjonalne dla mnie zdarzenie, że musiałam sprawdzić tą złą nowinę u źródła, zadzwoniłam do mamy Pawła, bo przecież to musiała być jakaś pomyłka i z pewnością da się to jakoś wyjaśnić!  Kiedy w słuchawce telefonu usłyszałam jej zbolały i zmatowiony głos…, byłam pewna, że to niestety nie jest pomyłka. Kilka słów potwierdzenia, spowodowało we mnie tak wielką rozpacz, że lata całe musiałam ją w sobie nosić. Nie mogłam zrozumieć jak to się mogło stać, przecież on miał niespełna 20 lat, to niemożliwe, żeby ludzie w takim wieku… .
Ze śmiercią Pawła pogodziłam się wiele lat po jego odejściu. W 11 rocznicę jego śmierci pojechałam na jego grób i tam łkając do fotografii, pożegnałam się z nim na zawsze…
Wydarzenie to dało mi do myślenia i przeraziło mnie na tyle mocno, że postanowiłam dbać o swoich przyjaciół jeszcze mocniej i wyraźniej im to okazywać.

Kiedy po latach, nagle zaniemógł mój dziadek, byłam niezmiernie zadziwiona, bo przecież był on dla mnie okazem zdrowia, specyficznego przewrotnego humoru, mocno drażniącego babcię – ku jego uciesze zresztą… . W rodzinie ogłoszono alert – Senior rodu potrzebuje pomocy, w ciągu kilku dni męscy członkowie rodziny oddali kilka litrów krwi w razie potrzeby przeprowadzenia operacji ratującej życie. Zaskoczenie personelu szpitala było niezmierne i widoczne gołym okiem. Wyrażano swój podziw za umiejętność mobilizacji rodziny rozrzuconej przecież po całej Polsce!  Ale niestety… transfuzje nie pomogły… , za niespełna 3 tygodnie żegnaliśmy dziadka.

Śmierć dziadka pokazała mi, że nasze życie tak jak wszystko, zaczyna się i kiedyś kończy. Ale najważniejszą rzeczą jest to, by je przeżyć świadomie, z pełną odpowiedzialnością za swoje czyny, jak i z poczuciem misji, jaką ma się do wykonania. Dziadek mój lata całe malował obrazy, był pejzażystą. Oprócz tego był myśliwym i miłośnikiem przyrody, ożywionej i nieożywionej, co utrwalał na swoich obrazach. Już nie wspomnę o innej miłości, którą okazywał na swoich pełnych posągowego piękna aktach. Bez wątpienia… dziadek mój kochał życie…

Niedługo po dziadku, zmarła moja ciocia… kobieta wyjątkowa – w moich oczach – pełna życia, dostojności, dumy i niezaprzeczalnego seksapilu. Zmarła po ciężkiej chorobie.

Kolejna smutne rozstanie – mój tata… . Ta śmierć była dla mnie czymś nie do końca zrozumiałym, bo jak mógł odejść w wieku 54 lat człowiek, którego znałam całe moje życie?? Kto czesał moje włosy w warkocze, kto wrzucał nam do skarbonek brzęczące złotówki, kto gotował nam niedzielne obiadki, pilnując by talerze były opróżnione do końca, kto robił kiełbasy na święta, tak mocno aromatyzując nasz dom zapachem wędzenia… . Nagle to wszystko stało się historią. Kiedy po latach to wspominam, żałuję, że już nie wejdzie do mojego domu z uśmiechem na twarzy i nie przywita się ze swoją wnuczką, którą kochałby bardzo mocno.
Największy cios jednak przeżyłam w tym roku – w lutym odeszła moja babcia, osoba bardzo ważna w moim życiu, nestorka rodu niepodzielnie dzierżąca berło autorytatywnej władzy, kreująca rzeczywistość i postawy w rodzinie, potrafiąca swoją osobą zaspokoić wiele potrzeb, a wśród nich, te najważniejsze – potrzebę miłości, akceptacji i zrozumienia. Odchodziła powoli, jakże godnie…, udzielając nam ostatniej lekcji, jaką mogła – lekcji umierania…

Mam nadzieję, że w takim dniu jak dzisiejszy, z sympatią wspominacie naszych zmarłych, chowając urazy i niezbyt miłe chwile, jakich w życiu każdego z nas było z pewnością więcej niżbyśmy sobie życzyli.

Weźmy pod uwagę jednak to, że życie jest tak kruche…

Kochajmy i nie wstydźmy się tego okazać…, póki czas…


hotice :|

 

 

01 paź 11 Wymarzony prezent ;)

Wczoraj był Dzień Chłopaka…, spóźnione życzenia wszystkiego najlepszego Panowie, Chłopcy i Chłopy kochane ;)

Skoro wciąż ten dzień jest obchodzony, podobnie jak Dzień Kobiet, to czemu nie zatrzymać się na chwilę nad nim i nie przyjrzeć się jak chłopaki go celebrują, czy w ogóle mają świadomość tego święta, bo ci młodsi z pewnością tak, w szkołach podstawowych, gimnazjach, nawet liceach. Co lubią i co najchętniej chcieliby robić dla relaxu, jakie zabawki sobie kupują i jak spędzają wolny czas, co widzą w marzeniach sennych i co sprawia im przyjemność na jawie…?

Hmm… niech sięgnę pamięcią co robią moi znajomi płci męskiej i co pochłania ich bez reszty w czasie wolnym…

* motocykle  * quady  * samochody  * piłka nożna  * tenis  * pływanie  * siłownia * łowiectwo  * muzyka  * poker  * nowe technologie  * astronomia  * komputery  * mechanika  * zimne piwko  * sex!

Kolejność na liście jest przypadkowa i nie zawiera żadnej ukrytej tendencji ;)

Tak więc Chłopcy, jeszcze raz wszystkiego szybkiego, słodkiego, ciekawego, ekscytującego, fascynującego, co wywoła dreszczyk emocji i spowoduje szybsze bicie serducha ;)


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

hotice ;)

31 sie 11 Blogowanie – nałóg czy potrzeba

Dzisiejszy post napisał się sam. Jako że dzisiaj Dzień Blogera, postanowiłam zatrzymać się przez moment na temacie bloga, blogowania i tego co blog daje piszącemu i czytającemu.

Czytamy za Wikipedią…

Blog (ang. web log – dziennik sieciowy) — rodzaj strony internetowej zawierającej odrębne, samodzielne, uporządkowane chronologicznie wpisy, których twórcą jest właściciel bloga. Blogi umożliwiają zazwyczaj archiwizację oraz kategoryzację i tagowanie wpisów, a także komentowanie notatek przez czytelników danego dziennika sieciowego. Ogół blogów traktowany jako medium komunikacyjne nosi nazwę blogosfery.

Blog od wielu innych stron internetowych różni się zawartością. Niegdyś weblogi utożsamiano ze stronami osobistymi (czy domowymi). Dziś ten pogląd wydaje się nieuzasadniony, wciąż jednak od innych stron internetowych blogi odróżnia bardziej personalny charakter treści: częściej stosowana jest narracja pierwszoosobowa, a fakty nierzadko przeplatają się z opiniami autora. Ponadto można spotkać się z definicją bloga jako sposobu komunikacji.

Zastosowania i aspekty społeczne

Blogi często mają charakter osobisty. Niegdyś utożsamiano je z internetowymi pamiętnikami, dziś ich zakres tematyczny jest tak szeroki, że to określenie wydaje się niesprawiedliwe. Blogi zawierają osobiste przemyślenia, uwagi, komentarze, rysunki, a nawet nagrania (audio i wideo) – przedstawiają w ten sposób światopogląd autora. Dzienniki sieciowe mają też wiele innych zastosowań: mogą być używane jako wortale poświęcone określonej tematyce, narzędzia marketingu czy komunikacji (np. politycznej). O ile blogi osobiste mają zazwyczaj jednego autora, o tyle w innych przypadkach blog ma nierzadko wielu autorów (mówimy wówczas o blogach kolektywnych).

Autorzy blogów śledzą zazwyczaj inne blogi, tworzą do nich odsyłacze (blogroll, trackback) i nawiązują kontakty z ich autorami, wtedy siatka blogów zaczyna działać jako większa, powiązana całość, czyli tzw. blogosfera. W przypadku blogów poświęconych specyficznej tematyce wymiana myśli między autorami może sprzyjać rozwojowi danej dziedziny wiedzy. W przypadku blogów osobistych autorzy nawiązują często stosunki towarzyskie, dlatego też w pewnym sensie możemy porównać sieć blogów z aplikacjami rodzaju social networking.

Rodzaje blogów

Zasadniczy podział blogów opiera się na kryterium środków wyrazu, zazwyczaj wykorzystywanych przez autora. Na tej podstawie można wyróżnić:

  • blog tekstowy — najczęściej wykorzystywanym środkiem wyrazu jest tekst; blogi tego typu są najpopularniejsze, mikroblog— poszczególne wpisy ograniczają się zazwyczaj do jednego lub dwóch zdań
  • linklog — zasadniczą zawartością są odnośniki do innych treści, czasem opatrzone komentarzem,
  • fotoblog — podstawową treść stanowią fotografie,
  • wideoblog — podstawową treść stanowią filmy,
  • audioblog — jego treść stanowią pliki audio (podcasty).

Ponadto możemy wyróżnić:

  • moblog — treść jest umieszczana za pomocą urządzenia mobilnego,
  • blog dynamiczny – taki, na którym wpisy pojawiają się przynajmniej raz dziennie
  • flog — blog osobisty, którego autor jest opłacany przez przedsiębiorstwo; jego celem jest ukryta reklama produktów,
  • roblog — treść jest dobierana bez ingerencji człowieka,
  • spamblog— ma na celu manipulowanie wynikami wyszukań wyszukiwarek internetowych.

No ok, to tyle definicje…, ale zastanówmy się po co nam blogi…, czy pisanie bloga to potrzeba czy już nałóg? Czy jeśli blog traktujemy jako elektroniczną formę dziennika, to czemu wywołuje on takie kontrowersje? Może to tylko zmiana nośnika i formy zapisu? Przecież wciąż służy on zapiskom naszych myśli, spostrzeżeń, refleksji…, tak jak kiedyś poczciwy zeszyt w twardych okładkach, zapisywany skrzętnie linijka po linijce. Odrzucając skrajne potrzeby i powody prowadzenia bloga, pozostaje nam po prostu najzwyczajniejsze dzielenie się z czytelnikami tym co nam w głowie zaświta, naszymi myślami mniej lub bardziej trafionymi, aż w końcu… prowokowanie, kontrowersja…, zmuszenie do myślenia, zadumy, zastanowienia nad sprawą opisywaną.

Czy taka forma kontaktu z czytelnikami przynosi efekt? Jak najbardziej!! Ludzie lubią bloga, blogowanie i coraz więcej jest osób, które rozumieją taką formę wypowiedzi.

Spektrum tematyczne jest wyjątkowo szerokie…, w końcu „każdy pisze co chce i jak chce”… czy to erotyka… czy polityka, już nie wspomnę o blogach skupiających wokół swoich postów grupy pasjonatów (rowerzyści, motocykliści, ale i grupy, które łączy jakaś sprawa, pomoc potrzebującym, niepełnosprawnym, chorym dzieciom, czy chociażby nawet poszukiwanie zaginionych osób). Rolę bloga nie sposób przecenić, gdyż jego treść za sprawą netu dociera do czytelnika o wiele szybciej i dalej niż lokalne wydania gazet – to znamię czasów w jakich żyjemy.

No i jeszcze jedna sprawa… wolność wypowiedzi praktycznie nieskrępowana przez cenzora. Forma bloga umożliwia nam poczucie tej wolności, zasmakowanie w niej…, a fakt, że znajdują się czytelnicy, jest dla nas blogerów dodatkowych motywatorem do pisania. Nie mając przeszkód opisujemy świat i jego postrzeganie, reagujemy na otaczające nas bodźce, ale już nie sami, ale razem z naszymi czytelnikami, poruszamy ich serca, budzimy ich wątpliwości…, dzielimy się szczęściem, ale i troską i smutkiem…, trochę to ekshibicjonistyczne – owszem…, ale nie bardziej niż każda inna forma artystycznej czy literackiej wypowiedzi.

A jeśli chodzi o czytelnictwo zapisków w tej formie…, hmm… może nie jest aż tak źle z czytaniem w naszym kraju , skoro blogi powstają jak grzyby po deszczu i mają swoich wiernych czytelników, powiedziałabym nawet „wyznawców”!  ;)

 

hotice :)

 

05 lip 11 Plażowe kuszenie…

Bikini…, z pewnością każdy kojarzy to słowo…, jedno słowo, a jak potrafi rozpalić wyobraźnię, prawda panowie? Dzisiaj obchodzi ono swoje 65 urodziny! No kto by pomyślał?? ;)

Kilka słów historii…

Bikini – nazwa dwuczęściowego damskiego kostiumu kąpielowego/plażowego, składającego się z fig i biustonosza.

Bikini zostało pierwszy raz zaprezentowane 5 lipca 1946 roku w Paryżu przez projektanta Louisa Rearda. Kostium ten był jeszcze pomniejszoną wersją zaprezentowanego dwa miesiące wcześniej przez Jacques’a Heima kostiumu nazwanego „Atome”, reklamowanego jako najmniejszy kostium kąpielowy świata. Wcześniej najpopularniejszy był jednoczęściowy kostium kąpielowy, który oprócz intymnych części ciała zakrywał także brzuch, biodra, plecy i większość powierzchni szyi, więc jego noszenie wymagało znacznie mniej odwagi. Bikini odkrywało zaś właściwie wszystkie części ciała, z wyjątkiem genitaliów i piersi.

Nowy kostium nazwano od atolu Bikini, gdzie w owym czasie w trakcie Operacji Crossroad testowano amerykańską broń jądrową. Slogany reklamujące kostiumy bikini nawiązywały do wrażenia, jakie budziła śmiałość nowego kostiumu w odkrywaniu ciała kobiecego. Podczas pierwszej prezentacji Reard nie mógł też znaleźć odpowiednio śmiałej modelki, więc wynajął tancerkę z klubu nocnego, Micheline Bernardini.

Bikini zaczęło następnie zdobywać plaże Europy i niektórych innych części świata. Dopiero po kilkunastu latach bikini zostało zaakceptowane w Stanach Zjednoczonych, do czego przyczynił się film I Bóg stworzył kobietę1957 z Brigitte Bardot w roli głównej. Moda na nie w USA pojawiła się na początku lat 60.

Obecnie bikini stanowi nieodzowny element mody plażowej w wielu różnorodnych wariantach. Pomimo że bikini zaprezentowane w 1946 roku uważane było za niezwykle śmiały obyczajowo kostium, części kostiumu bikini były później jeszcze zmniejszane. W latach 80.  pojawiły się stringi, w których tylna część majtek kostiumu odkrywa całe pośladki. Od tego czasu wprowadzono dalsze, jeszcze mniejsze warianty bikini dla śmiałych kobiet.

Bikini to intrygująca część garderoby. Oczywiście najlepiej prezentuje się na idealnym ciele młodej, wysportowanej kobiety. Jednakże nie tylko takie sylwetki mają kobiety. Niektóre mają trochę więcej dodatkowego ciałka, inne zaś mają go za mało. Ale prawie każda lubi poopalać się na plaży, a co za tym idzie odkryć przed promieniami słońca jak najwięcej. Czy jednak wszystkie kobiety mogą pozwolić sobie na odważne, kuse stroje kąpielowe? I czy potrafią realnie ocenić swój wygląd?

Niektórzy twierdzą, że nie ma ideałów…, że urody i figury nikt nie wybiera, że nie zawsze można być szczupłym, że świat wyglądałby dziwnie, wręcz nudno, gdyby wszyscy wyglądali identycznie. Ale czy rzeczywiście?  Zastanawiałam się ostatnio nad tym i stwierdzam, że jeśli ktoś dba o swoją sylwetkę jesienią, zimą i wiosną, to latem nie będzie miał dylematów jak będzie wyglądał w bikini, czy będzie wzbudzał zachwyt współplażowiczów czy zniesmaczenie…, a niestety…, ocenie i tak zostaniemy poddane, czy to panów z kocyka 2m dalej czy idąc brzegiem morza.

Chociaż z drugiej strony…, jakby się tak zastanowić…, przecież  plaża jest miejscem publicznym i wypoczywać mogą i piękne szczupłe blondynki, i ciężarne, i matki z dziećmi, i starsze osoby. Wstęp na plażę ma każdy, osoby z nadwagą również, nikogo się nie dyskryminuje przecież.   Rzeczywiście zazwyczaj otyłym osobom bikini nie pasuje, ale czy to ma znaczyć, że nie mają prawa go nosić, tylko dlatego, że komuś to przeszkadza i źle to ocenia? Czyż nie jest tak, że każdy ma prawo nosić, co chce?  Kobieta powinna wybierać strój tak, by zaznaczyć swoje walory, a mankamenty ukryć. Oczywiście nie da się ukryć wszystkich niedoskonałości, ale można postarać się o lepszy wygląd, o tym wspomniałam wcześniej. A jeśli już zbyt mało jest czasu, by poprawić wygląd swojej sylwetki, i co za tym idzie zainwestować w nasze lepsze samopoczucie na plaży, to co stoi na przeszkodzie, by zaopatrzyć się w pareo  albo przynajmniej w modne teraz kostiumy tankini, które są dwuczęściowe, ale góra jest zabudowana – nie widać brzucha…?

„…Wakacje są porą odpoczynku, więc najważniejsze jest to, by spędzić je w zgodzie z samym sobą. Jeśli myślimy o udanym urlopie, to na pierwszym miejscu powinniśmy stawiać siebie, swój relaks i dbać o swoje dobre samopoczucie, czy to z cellulitem, czy bez…”

No niby tak…, ale pomyślmy jak będziemy się czuły i czy możemy zrobić coś, by jednak czuć się lepiej? Bo ciekawskich spojrzeń i takich z punktacją w domyśle, z pewnością nie unikniemy, bo w tak sprzyjających okolicznościach przyrody, „oblukiwanie” plażowiczek, jest czynnością nagminną i zupełnie naturalną, i dokładnie tą, którą Tygryski lubią najbardziej :)

A co najciekawsze, to i My wiemy, że jesteśmy oglądane i oceniane, i Tygryski wiedzą, że my wiemy, że oni to lubią i to robią… :D

Prawda Tygryski?? ;)

 

hotice :)

26 cze 11 Wakacyjny Tata…

Trochę się spóźniłam z tym postem, wiem…, ale okazja by go napisać była dla mnie tak „laurkowa”, że miałam pominąć ten temat. Widząc jednak przejęcie mojej 5 – letniej córeczki, malującej serce w kwiatach dla Taty, uznałam, że powinnam jednak napisać kilka słów o tym dniu.

Dzień Ojca – święto będące wyrazem szacunku dla ojców, obchodzone corocznie w wielu krajach, w różnych terminach.

Pierwszy raz Dzień Taty obchodzili mieszkańcy miejscowości Spokane w USA 19 czerwca 1910.  Z inicjatywą tego święta wystąpiła mieszkanka tej miejscowości, która w ten sposób chciała oddać hołd swojemu ojcu, którego uważała za niezwykłego człowieka (po śmierci żony sam wychował sześcioro dzieci).

Prezydent USA Calvin Coolidge  zaakceptował to święto w 1924, a w 1966 prezydent Lyndon Johnson ustalił datę obchodów w Stanach Zjednoczonych na trzecią niedzielę czerwca. W różnych krajach świata odbywa się w różnych terminach, ale w wielu z nich przyjęto termin identyczny jak w USA (trzecia niedziela czerwca). W Niemczech Dzień Ojca z czasem przerodził się w Dzień Mężczyzn.

W Polsce od 1965 roku, święto to obchodzone jest 23 czerwca.

… … …

Tyle fakty historyczne…

Zastanówmy się chwilę, jaką rolę odgrywają ojcowie w życiu naszych pociech, jaką pełnią funkcję w ich wychowaniu, jednym słowem mówiąc, po co dziecku Tatuś?

Kiedy sięgnę pamięcią do moich dziecięcych lat, stwierdzam, że ojciec w moim życiu stanowił w pewnym sensie swego rodzaju fundament, ale najczęściej był czynnikiem dyscyplinującym i rozstawiającym wszystkich po kątach, a w szczególności, kiedy w niedzielę we wczesnych godzinach popołudniowych w TVP1 leciał Sport i walczyli bracia Paweł i Grzegorz  Skrzecze, a on w spokoju nie mógł śledzić wyprowadzanych prawych i lewych sierpowych!

Pamiętam, jak jeszcze w szkole podstawowej czesał mnie w warkocze przed wyjściem (dlatego wciąż miałam je krzywe) i nie było silnego, by zarzucił to zajęcie na dobre…, uparł się, że on to będzie robił i już! Nie można mu było również przetłumaczyć, a ja z braćmi to w ogóle nie mieliśmy wiele do powiedzenia, że to co widzimy w zupie mlecznej, to nie grudki ryżu, tylko „kożuchy” mleczne, powodujące u nas odruch wiadomy…

Kiedy przyjeżdżał do domu w piątek z trasy, przywoził fanty i rozdzielał drobne sprawiedliwie, każdemu dokładnie taką samą ilość układając na stole w trzy stosiki monet… . Kiedy wracał, przywoził nam skrzynkami jabłka, gruszki, śliwki, z których mama piekła placki, a ich zapach unosił się i wypełniał każdy zakamarek mieszkania, wychodząc na klatkę schodową i witając już na parterze. Godzinami mógł siedzieć z nami w niedzielę po obiedzie o opowiadać o … budowie silnika STARa, którym był zafascynowany w sposób wręcz chłopięcy. No i warcaby…., szkolił nas, sprytnie nas ogrywając, ale i tłumacząc zasadę gry: „Każdy twój ruch na jaki się zdecydujesz, powinien posuwać Cię do przodu, tylko taka gra ma sens, kiedy posuwasz się jak najszybciej do przodu”.

Hmm… tak się zastanawiam teraz…, czy życie to nie takie warcaby?? Czy nie taką zasadę powinniśmy przyjąć sobie na starcie i  trzymać się jej jako jedynej sensownej?

No właśnie…, a jak nasze dzieci będą wspominać swoje chwile spędzone z ojcami? Hmm…, może na spacerach, może na wspólnych wyprawach rowerowych, na wypadach w góry czy nad morze? Czy ta niewielka ilość czasu jaką mają dla swoich dzieci dzisiejsi ojcowie, nie spowoduje zmniejszenia rangi tychże wspomnień? Przecież największą ilość czasu nasze dzieci spędzają z ojcami w trakcie podróży samochodem! W domu kontakt z rodzicem, zastępuje komputer i ogrom możliwości jakie sobą niesie, już nawet tv przeszła do lamusa…

Co nasze dzieci będą wspominać,  jakie słowa pamiętać?? Kiedy ojcowie przekażą synom życiowe prawdy? Kiedy poprowadzą w świat dorosłych mężczyzn? Kiedyś było to swego rodzaju inicjacją i to w dość młodym wieku, kiedy młody chłopiec wychodził spod skrzydeł matki, a przechodził pod opiekę ojca, uczył się jeździć konno i władać mieczem…, przy boku ojca poznawał sztukę wojenną…, miał dużo czasu na doskonalenie swojego charakteru i szlifowanie nabytych od ojca umiejętności.

Jak jest teraz? Czego ojcowie uczą synów? Czy w ogóle mają czas czegokolwiek nauczyć swoje córki??

Kiedy ojcowie spędzają czas z dziećmi? Czy praca jaką dzisiaj mają w tak ogromnym wymiarze godzin, pozwala na taki kontakt z dziećmi, jaki był w przeszłości?

Odpowiedź na postawione przeze mnie pytania, to czysta retoryka -  tak jak wspomniałam wyżej…, w samochodach najczęściej w trakcie wspólnych wypadów i dłuższych wyjazdów wakacyjnych. Bo jak tak spojrzeć na to obiektywnie, to czy aby nasi dzisiejsi ojcowie nie stali się z weekendowych już ojcami wakacyjnymi??? Hmm….

A dzieci tak szybko dorastają…., czas tak galopuje….

Dopiero co urodziłam córeczkę, a ona już skończyła 5 lat!! I to kiedy!!

Dokładnie w Dzień Ojca – 23 czerwca…….

Ta to się potrafi ustawić! Taki prezent Tatusiowi swojemu Kochanemu zrobić!

Ech te córeczki ;)

 

hotice :)



01 cze 11 Dzień Dziecka w plenerze.

Jako że Dzień Dziecka jest w tym roku w środę, w weekend w wielu miejscach odbyły się okolicznościowe festyny plenerowe.

Ponieważ mieszkam niedaleko pięknego miejsca, jakim jest Zespół Pałacowy w Jabłonnie i właśnie tam gmina tamtejsza zorganizowała festyn na tą okoliczność, postanowiłam zrobić dziecku memu 5 letniemu, przyjemność i niespodziankę, i zabrać je na festyn.

Festyn jak festyn…, od rana odwiedzany przez rodziny całe, atrakcji dla maluchów trochę było, ozdobne malowanie twarzy, zajęcia z ciastoliną na stoisku przedszkolnym, dmuchane zjeżdżalnie, trampoliny, objeżdżanie kucyków, jakby z lekka wyalienowanych, przejazd dorożką jakby żywcem przeniesioną z bajki o Kopciuszku… – cena zaporowa, litości! 30PLN za osobę!!!,  przejażdżka rajdowym Porche – dużą się cieszyło popularnością auto, oj dużą! I to nie tylko dzieciarni płci męskiej. Nie można było oczu od niej oderwać, kierowca „bączki ” kręcił, silnik rasowo mruczał, porykując niekiedy, eech ;)

Do tego typu atrakcji doszły punkty stałe, na każdym festynie się znajdujące, czyli stoiska z chińszczyzną, znaczy z zabawkami pochodzenia chińskiego, z balonami co wzrok przyciągają i dzieciarnię cieszą (już zwykłych się nie uświadczy, w ładnych żywych kolorach, toż to takie nudne…, muszą być koniecznie z cienkiego plastiku z nadrukiem Disney’a, by kosztowały nieludzkie pieniądze – no ale jak tutaj pociesze nie kupić, skoro aż podskakuje do Kopciuszka czy Barbie…, wata cukrowa, popcorn i prażynki, gofry z cukrem pudrem i frużeliną, jedyne 5PLN/szt., już nie wspomnę o stoisku z grillem, które odymiało aromatycznym dymem i przyzywało na kiełbaskę czy karkówkę, za jedyne 10PLN/szt!!! No ale jak tutaj nie dać? Skoro to tak pachnie, że aż ślinka cieknie :)

Jak to się mówi – i mydło i powidło, bo nie zabrakło również wozu Straży Pożarnej miejscowej, trzech modeli wciąż żywych i jeżdżących motocykli, na których można było dziecku fotkę zrobić, sprzedawanych wprost z samochodu różnej maści wiatraczków i aplikatorów baniek mydlanych, jak również archaicznych już kapiszonów, co hałas wybuchowy co rusz i swąd siarkowy robiły. Nie było tylko piłeczek na gumce (starszym czytelnikom nie trzeba przypominać, młodszym tłumaczę, że były to piłeczki ręcznie formowane w kolorowych folijkach, przypominające swoim wyglądem często spłaszczony globus i zawieszone były one na cienkiej gumce, pozwalającej na odbijanie piłeczki w dół i jej powrót z powrotem do dłoni ;)

Nie było również obwarzanków na sznurku…, ani tych dużych miękkich i bardziej sypkich, ani tych małych – twardszych, lekko słodszych w smaku. Czego mnie osobiście jeszcze brakowało? Może gumy balonowej Donald, która to w takich okolicznościach, w moich czasach była rarytasem i ewidentnym dowodem na to, że „na zachodzie to jest wszystko, nawet gumy balonowe Donald!”

Przez całą imprezę „sączyła się” muzyka, dziwnie jakoś nie przyciągająca rytmami głównych adresatów festynu, bo zamiast „nieśmiertelnej” Natalii Kukulskiej ze swoim „Puszkiem Okruszkiem” puszczano na żywo muzykę miejscowej młodzieży, niekiedy nawet dość hard rockową, dla zdecydowanie przynajmniej gimnazjalnego odbiorcy, którego na festynie z oczywistych powodów nie było. Bo który szanujący się gimnazjalista chadza jeszcze na takie imprezy???

Ogólne wrażenie  – no cóż, gdyby nie miejsce wyjątkowej urody, impreza nie miałaby nic nadzwyczajnego do zaoferowania, bo wszystko to co widziałam tutaj, było lub będzie na każdej kolejnej imprezie plenerowej, typu Dni Jabłonnej czy Dni Nowego Dworu Maz. lub każdego innego miasta.

Czy organizatorzy na pewno myśleli o atrakcjach dla dzieci? A jeśli tak, to czemu nie zaprosili artystów tworzących dla dzieci, jakiegoś teatrzyku, by skupić przed sceną uwagę dzieci…, wówczas może nie ciągałyby dziadków, babci i rodziców również, od stoiska do stoiska, w poszukiwaniu kolejnego pistoletu z plastiku, czy peruki z anielskimi blond lokami? Czy imprezy plenerowe organizowane są dla klienta, tym razem było nim DZIECKO, czy dla handlowców i ludzi z branży?? Hmm… bo jakoś mi się wydaje, że to drugie. Komercja na pierwszym miejscu i co gorsza, w średnio dobrym stylu.

Aaa… zapomniałam… 5 minut skakania na trampolinie z tłumem dzieci jednocześnie, za jedyne 5PLN.

Reasumując – jakby chciał dziecku wszystkie atrakcje zapewnić, i to niezbyt wyszukane w sumie, trzeba wydać około 200PLN.    Ni pojadł, ni popił, ni po….patrzył… . Nie licząc dorożki bajkowej i rasowego Porche. To może już za te pieniądze wybrać się do równie komercyjnego kina, gdzie popcorn jest również wszechobecny i równie drogi…

hotice :)

 

09 mar 11 Dzień Kobiet…

No i był…, jak co roku… 8 marca…

Dziwny to dzień, bo wciąż wzbudza mieszane emocje.

Kiedyś było jasne…, jeśli tylko zostałaś zlokalizowana i zdefiniowana jako KOBIETA, wiadomo co Cię czekało…, luzik w pracy, symboliczny goździk łodygą do góry, jak kolega z pracy miał więcej nonszalancji i ułańskiej fantazji niż samochód, którym jeździł, to ze zmieszaniem na twarzy tego goździka podał nawet do góry główką! To było coś! ;)

Do goździka symbolicznego jakiś łakoć od derekcji, w postaci przydziałowego ręcznika (hmm… jakby miała to być aluzja do niewystarczającej higieny osobistej), lub rajtuz – celowo użyłam tutaj tego sformułowania, bo z dzisiejszymi rajstopami to niewiele miało wspólnego), lub w najbardziej luxusowej wersji – biustonosza pancernego rozmiar 90F!! ;)

No tak…, to byli czasy…, nie zapominajmy również o tym, że najbardziej w tym dniu świętowali… PANOWIE! Tabunami, z kwiatkiem symbolicznym w dłoni spracowanej, szli do domów swych i swych spracowanych żon, radośni,jakby na haju…, na ugiętych nóżkach, mając dość miękkie resorowanie w najbardziej dziwnych miejscach kończyn dolnych… ;)

Czy ktoś to jeszcze pamięta?? Bo ja jak dziś, pamiętam wejścia smoka, mojego taty, który co roku z nieśmiałym uśmiechem na ustach przestępował próg naszego M-3 i….. rozdrażniał swoją miną mamę do czerwoności…

Teraz wspominając to, wydaje mi się to tak niesamowicie śmieszne…, ale wtedy…., wtedy to była nasza siermiężna rzeczywistość, która wcale nie była śmieszna, no może była jedynie lekko teatralnie reżyserowana :)

Dzisiaj….., tzn. wczoraj….., no cóż….., ani kwiatka ustawowego…, ani teatralnego gestu…, ani tym bardziej kompletu luxusowej bielizny, no przynajmniej nie żonie…  :(

Kilka telefonów,  z ciepłym słowem i życzeniem zdrowia i uśmiechu (to się przyda zawsze – dobra… przyjęłam), kilka sms-ów… z podobnymi treściami…, dobrze, że chociaż to…

Hmm… no i co Kobiety??

Trochę to dziwne, bo przecież dzisiaj – przynajmniej ja – wciąż jestem Kobietą i samopoczucie z tego powodu mam identyczne jak wczoraj… Ale to wczoraj Panowie byli dla mnie mili, dzisiaj jakby już nie było to ważne…                                         Taaa….                                                                                                                                                                                                 No to w końcu o co mi chodzi?? Chcę być naznaczana goździkiem 8 marca czy nie chcę?

A Ty KOBIETO nowoczesna, idealnie wpisująca się w inaczej reżyserowaną rzeczywistość??  Chcesz być samodzielna, silna i decyzyjna, a … raz do roku chcesz być zwiewna, słaba i romantyczna?? No i bardzo dobrze!  Skoro już nie musisz palić swojego biustonosza…, to pewnie masz do tych zachcianek prawo! Inne już o to walczyły i biustonosze paliły… I chwała IM………..

hotice :)