Chwila zapomnienia w najlepszym stylu… czyli smakowite jagodzianki
Są jak małe słoneczka…, kuszące, rumiane i okrąglutkie. Kiedy się pojawiają, nie sposób odmówić sobie przyjemności ich skosztowania. Pachną nieziemsko, a kiedy próbuje się ich, urzekają puszystością ciasta i jedwabiście-atłasową miękkością swojego wnętrza. Dopiero po kilku sekundach, kiedy zmysły uporają się z tą różnicą konsystencji wnętrza i zewnętrza, zaczyna pracować zmysł smaku… jagody…., tak czujemy jagody…, małe kuleczki przepełnione jedynym w swoim rodzaju sokiem wypływającym z pękających cienkich skórek…
By cieszyć się do woli smakiem jagodzianek, trzeba je mieć na własność! Najlepiej jest więc po prostu samemu je sobie upiec, bo siłą jagodzianek jest to, że ile by się ich nie zjadło, po chwili znowu z pokusą się na nie spogląda.
Składniki:
Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru pudru i łyżką mąki, rozprowadzić szklanką ciepłego mleka i odstawić w przykrytym ścierką naczyniu do wyrośnięcia. Jajka ubić z cukrem. Do miski z wyrośniętym rozczynem wsypać mąkę, wymieszać, dodać jajka z cukrem i roztopione letnie masło lub margarynę. Wyrabiać, aż ciasto zacznie odstawać od ręki, odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia.
Przebrane jagody opłukać na sitku, dokładnie osączyć, wymieszać z bułką tartą, cukrem i cukrem wanilinowym.
Kiedy ciasto wyrośnie, odrywać niewielkie kawałki, rozpłaszczyć na dłoni, nakładać po ok. 1 łyżce jagód z cukrem, zlepić dokładnie, żeby nadzienie nie wyciekło. Bułeczki układać na natłuszczonej blasze w sporych odstępach, znów przykryć ścierką i odstawić do wyrośnięcia. Jeśli ciasto się lepi do rąk, wystarczy ręce posmarować odrobiną oleju.
Piekarnik nagrzać do 180ºC, każdą bułeczkę posmarować jajkiem roztrzepanym z odrobiną mleka, wstawić do piekarnika i piec aż się zrumienią.
Ostudzone ale jeszcze ciepłe jagodzianki można posypać cukrem pudrem, lub całkiem wystudzić i polukrować.
Smacznego
hotice ![]()
Proponuję dzisiaj przygotowanie gulaszu z mięsa indyka, szybkiego i dość nietypowego, wczoraj przeze mnie wymyślonego i przyrządzonego. Mięso nie jest aż tak kruche jak z piersi kurczaka, ale właśnie dlatego zaskakuje swoją konsystencją, a posmak winny sosu w jakim się znajduje podkreśla jego walory.
Składniki:
* 50dag mięsa gulaszowego z indyka
* łyżka oleju do podsmażenia
* ser owczy Ricotta
* 1/2 puszki ananasa w krążkach lub kawałkach
* 1/2 opakowania jogurtu naturalnego
* 1/2 cytryny
* 1 banan
* szczypta cynamonu
* cukier cynamonowy w młynku
Na oleju podsmażyć mięso z indyka, kiedy się zarumieni, dodać pokrojony w kostkę ananas, pokrojony w cienkie paski ser owczy, dodać sok z połowy cytryny, pomieszać. Dodać pokrojonego w plasterki banana, dodać szczyptę cynamonu, podsmażyć całość chwilę, by banan zmiękł. Na koniec dodać jogurt naturalny i doprawić cukrem cynamonowym z młynka.
Jeśli ktoś lubi, można dodać pieczarki do smaku, ale nie więcej niż 2 duże pokrojone w plasterki lub 8 małych przekrojonych na pół.
Podawać z ryżem.
Smacznego….
hotice
Jednak kosztując ich, gdzieś w zakamarkach podświadomości, ciągle towarzyszyć mi będzie wspomnienie truskawek. Maleńkich zwiastunek słońca, lata i radości, czerwonych symboli beztroskiego dzieciństwa i jakże dojrzałej i zmysłowej dorosłości…
makaron nitki,
świeże truskawki,
cukier puder,
śmietana 18%,
serek waniliowy.
Wykonanie:
Truskawki myjemy. Kilka najładniejszych odkładamy do ozdoby, a resztę rozgniatamy za pomocą widelca. Posypujemy cukrem i mieszamy aż powstanie płynna masa. Dodajemy śmietanę i serek waniliowy i znowu dokładnie mieszamy.
Gotujemy makaron. Po odcedzeniu przekładamy go na talerze (najlepiej głębokie), polewamy truskawkowym sosem i dekorujmy kilkoma całymi owocami.

Dzisiaj dość przewrotnie…, w kategorii „smakowitości” nie będzie o dogadzaniu sobie smakołykami, tylko o zupełnie czymś innym.
O dogadzaniu sobie – jak najbardziej…, o tak…., ale nie poprzez spożywanie paszczą
Więc niby jak? Pomyślą co niektórzy z Was… – już tłumaczę więc na swoim przykładzie, tak najprościej.
Jadę ja sobie dzisiaj podminowana, dziecko odstawione do przedszkola, ufff…. kilka godzin spokoju…, w głowie myśli moc się kłębiących, wciąż kilka spraw na wczoraj nie załatwionych, jadę… uważam na skrzyżowaniach, włączam migacze, przepuszczam na pierwszeństwie…, znaczy świadoma jestem co robię, z tego wynika. I tak jadę…., a obrazy w mojej głowie, wciąż przed oczami moimi…, praca, zlecenie na które czekam, zaległe zobowiązania…, sprawy rodzinne, też jakieś w zawieszeniu…, też ważne, czas należy wygospodarować…, no tak, tylko kiedy? Już nie wspomnę o znajomych, kumplach i przyjaciołach, co w takim samym kotle żyją…, dość przepastnym i pozbawionym sensu… Tak mnie te obrazy i myśli przyatakowały, że aż poczułam ucisk w żołądku, niezbyt miłe odczucie, przyznaję…
Nie pozostało nic innego, stojąc w korku przed przejazdem, jak się zresetować i to szybko!
Sięgnęłam więc ręką po to, co wiedziałam, że sprawi mi niekłamaną przyjemność i wyjątkowo mnie zelektryzuje, spowoduje, że moje ciało przeszyje dreszcz, a po skórze przejdą ciarki…, uwielbiam ten stan!! Ponieważ więc byłam w samochodzie, ale właściwie w miejscu publicznym…, jedyną czynnością jaka mogła mi zapewnić odlot było… włączenie muzy, takiej jaką kocham od lat i która zawsze działa na mnie tak samo, dostarczając mi niesamowitych wrażeń, energii, dająca kopa prawie tak samo jak popularny napój energetyczny z bykiem na puszce
I nie myliłam się… Słońce świeciło i grzało spragnione ciepła ciało, a z głośników wydobywała się esencja, którą chłonęłam z przymrużonymi oczami jak ćpun… . Matko, jak to niewiele potrzeba, żeby poczuć się wspaniale…., kiedy moje myśli poplątane i serce skołatane codziennością pochłania muzyka, oblewając mnie ciepłym strumieniem dźwięków, powodującym odprężenie i zadowolenie prawie porównywalne z orgazmem.
Zapewne domyślacie się, że dojechałam do domu z uśmiechem na ustach i z wyjątkowo pozytywnym nastawieniem do życia. Ten typ tak ma po prostu…, mnie resetuje muzyka, bez niej nie umiem żyć. Ona nie jest dla mnie hałasem, ona jest dla mnie przestrzenią, w którą wchodzę i się zawieszam jak w próżni, a każdy dźwięk, drażni moje wrażliwe struny i pozostawia mnie w mniej lub bardziej „pobudzonym” stanie…
A oto jeden z moich muzycznych wibratorów……….., działa niezawodnie… no i nie wyczerpują się baterie
A Wy…? Co Was resetuje, byście nie oszaleli otoczeni codziennością??
hotice
Pisać można o wszystkim…, o miłości, szczęściu, przyjaźni, dzieciństwie, o wiośnie, co mimowolnie wchodzi do naszych serc i domów…, o złości, podłości, zazdrości i zdradzie…, o wszystkim… co nam takie bliskie, a niekiedy jakże odległe…, o wszystkim…
Można również o jedzeniu, a jakże…, o smakach co podniebienie zalewają wielością swą i różnorodnością, o ostrości co bezwzględnie swą obecność zaznacza, o łagodności co zniewala za każdym kęsem…, o słodkości co uzależnia, o goryczy co irracjonalnie sprawia przyjemność…, o konsystencji co wywołuje przeróżne odczucia, mocno rozbieżne, ale zawsze dość wyraźne…
Gotowanie to sztuka…, niewątpliwie…, rzekłabym, że nawet z pogranicza, o tak!
Sama świadomość tego jest mocno pobudzająca wyobraźnię.
Ale pisanie o gotowaniu…, i to w takim wydaniu, to wirtuozeria! Sztuka najwyższych lotów. Wysublimowana wrażliwość i wyjątkowe podejście do tematu. Coś tak niepowtarzalnego warto promować. Zerknijcie sami.
Teraz życzenie „Smacznego” nabrało dla mnie głębszego znaczenia i to o wiele.
http://dodajiwymieszaj.blox.pl/2008/07/Jedwabiste-pure.html
hotice
Proponuję szybkie i proste przygotowanie lekkostrawnego i smacznego łososia
* filet z łososia – świeży
* kilka gałązek kopru świeżego
* cytryna
* 1,5l wody
* łyżeczka soli grubej jodowanej
* 2 listki laurowe
Do naczynia do gotowania na parze, wlać wodę, osolić, wrzucić listki, doprowadzić do wrzenia. Do szklanego pojemnika z otworami, włożyć filet z łososia skórą do dołu, na wierzchu położyć koper, przykryć i gotować na średnim ogniu około 15 minut. Kiedy w powietrzu poczujemy specyficzny zapach gotowanej ryby, łosoś z pewnością jest już gotowy.
Podawać pokropionego cytryną (jak ktoś lubi), z dodatkiem brokułów, lub sałatą.
Smacznego.
hotice
Dzisiaj proponuję sałatkę swojego wynalazku. Prosta, ale za to wyjątkowo pożywna i smaczna
* 1 pomarańcza duża i soczysta
* 2 pomidory obrane ze skórki
* 1 ananas (może być z puszki)
* 1/2 cytryny
* 1 ser mozarella
* 1 garść rodzynek sułtańskich
* 1/2 opakowania jogurtu greckiego
* zioła włoskie w młynku
* cukier karmelowo-waniliowy w młynku
Pokroić w kostkę sałatę, pomarańczę i pomidory, ananasa i mozarellę również. Wszystko wymieszać z rodzynkami i jogurtem. Dodać do smaku cukru karmelowego i minimalną ilość ziół włoskich i sok z połowy cytryny. Ponownie wymieszać i zostawić na 10 minut.
Podawać do grillowanego drobiu.
Smacznego…
hotice